Przeciwko wszystkim dyktaturom!

"Lewicowy" generał

Polska to bardzo dziwny kraj w którym raz na rok części sił politycznych określających się mianem "lewicy" przychodzi do głowy idea obrony wojskowego dyktatora odpowiedzialnego miedzy innymi za strzelanie do strajkujących robotników. Czas skończyć z tego typu praktykami i powiedzieć zdecydowanie - obrońcy generała Jaruzelskiego nie mają nic wspólnego z lewicą. Występują po stronie wojskowego drylu i buty, która zawsze cechowała militarystów, czyli wrogów lewicy oraz ruchu robotniczego.

Stare "dobre" czasy

Raz na rok, pod domem generała Jaruzelskiego można natknąć się na pikietę zwolenników byłego dyktatora. W nocy z 12 na 13 grudnia, czyli w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, oddają mu cześć. Działacze SLD, partii mającej w nazwie określenie "lewica" śpiewają generałowi Międzynarodówkę. Jest to wyraźna profanacja tej pieśni, ponieważ dedykują ją człowiekowi wpisującemu sie w antylewicową tradycję morderców topiących we krwi Komunę Paryską, oficerów krwawo rozprawiających się ze strajkami czy licznych dyktatorów dążących do zachowania status quo.

Obrońcy Jaruzelskiego myślą że poprzez swoje działania chronią pamięć starych "dobrych" czasów. Polska Rzeczypospolita Ludowa była przecież, jak wykazują w licznych rozmowach, państwem socjalistycznym. Mówienie o antykapitalizmie to dla nich jakieś mrzonki, wierzą natomiast w powrót dawnego systemu, kiedy to podobno wszystkim żyło się dostatnio, nie było biedy i bezrobocia. Pomijając już fakt że powrót do PRLu to jedna z większych utopii, wystarczy przyjrzeć się czym było to państwo aby zobaczyć że wcale nie miało ono tak wiele wspólnego z ideałami lewicy. Miało ono swoje plusy w postaci o wiele lepszych zabezpieczeń socjalnych czy pewności pracy, ale przesłaniały je bardzo liczne wady. Przede wszystkim lewicowa wizja gospodarki powinna opierać się na uspołecznieniu środków produkcji. W PRLu z niczym takim nie mieliśmy do czynienia. Wszystkie wielkie zakłady należały do państwa, które mianowało dyrektorów. Sposób zarządzania był bardzo shierarchizowany, a samorząd robotniczy nie istniał. Próby jego utworzenia tuż po II Wojnie Światowej oraz w latach 1956-57 bardzo szybko złamano represjami zarówno politycznymi, jak i ekonomicznymi. Zbyt niezależni pracownicy tracili wówczas na trwałe możliwość zatrudnienia, ponieważ zamykano przed nimi od razu bramy wszystkich państwowych zakładów. Sposób zarządzania przez państwowych dyrektorów był w wielu wypadkach zbliżony do obecnego kapitalistycznego. Podobnie starali się oni zmuszać załogi do wykonywania wyższych norm za te same płace. Jeśli przyjrzeć się sposobom negocjowania przez dyrekcję, gdy pracownicy buntowali się, wyraźnie widać wyższość z jaką państwowi urzędnicy podchodzili do człowieka pracy. Już wówczas zaczęły się pojawiać oskarżenia o zbytnią roszczeniowość załóg, czy o to że istnienie niezależnych związków zawodowych będzie dezorganizowało pracę.

PRLu nie można nazwać lewicowym również dlatego że wciąż istniały w nim podziały klasowe. Państwowa elita, sprawująca funkcje urzędnicze i wyższe stanowiska w PZPR przejęła rolę kapitalistów. Znamienna jest tu kwestia wygłoszona przez jednego z partyjnych aparatczyków, twierdzącego że "kredyt zaufania udzielony społeczeństwu przez partię nie jest nieograniczony". W samym ugrupowaniu mieniącym się Robotniczym, robotnicy stanowili jedynie około 25 proc. członków, a na kierowniczych stanowiskach można ich było policzyć na palach. Różnice płacowe nie były wprawdzie tak wielkie jak obecnie, ale płace były wówczas o wiele mniej istotnym elementem systemu niż dzisiaj. Elita miała dostęp do rzadkich towarów, wyjazdów zagranicznych, czy przywilejów nieosiągalnych dla zwykłego człowieka pracy. Fakt że obecnie rozwarstwienie społeczne jest jeszcze większe nie jest tu żadnym argumentem na obronę PRLu. Wreszcie element systemu najbardziej związany z osobą "lewicowego" generała. Polska Ludowa, pomimo zapewnień o socjalizmie i internacjonalizmie była krajem bardzo nacjonalistycznym. Obywateli straszono na przykład niemieckim rewanżyzmem i to tak skutecznie że strzelając do robotników na wybrzeżu w roku 1970 wielu żołnierzy myślało że walczą z niemieckimi prowokatorami. Trudno również mówić o internacjonalizmie, gdy nawet w ramach tak zwanego "bloku socjalistycznego" nie można było się swobodnie poruszać. Wszystko to połączone dodatkowo z kultem armii i munduru, chyba najbardziej ogłupiającym i demoralizującym społeczeństwo daje wyjątkowo nieciekawy obraz starych "dobrych" czasów. Fakt że obecne czasy kapitalizmu także nie są dobre nic tu nie zmienia.

"Obrońca socjalizmu"

Stosunkowo najrzadszym motywem wykorzystywanym przez obrońców Jaruzelskiego jest rzekome bronienie przez niego socjalizmu. Zarówno przytoczone już przykłady PRLowskiego "socjalizmu" jak i działania generała obnażają całkowitą absurdalność tych tez. Jaruzelski, gdy w roku 1989 został prezydentem zgodził się na wprowadzanie w iście ekspresowym tempie skrajnej odmiany neoliberalizmu. Pomogły w tym między innymi jego kontakty z premier Wlk. Brytanii Margaret Thatcher, którą podobno bardzo cenił i z którą się przyjaźnił. Gdy rząd Tadeusza Mazowieckiego zaczął deregulację gospodarki i przygotowania pod wprowadzenie Planu Balcerowicza jego działania nie zetknęły się więc ani razu z wetem prezydenta. Dalsza dyskusja na temat "obrony socjalizmu" wydaje się więc bezprzedmiotowa.

"Mniejsze zło"

Aby uciec od pytań o obronę władzy elit partyjnych, jaką był stan wojenny, większość zwolenników generała powtarza tezę o "mniejszym źle". Tezę tą lansuje na przykład ostatni premier PRL, Mieczysław Rakowski twierdząc że "Generał Jaruzelski nie był zwolennikiem stanu wojennego...". Sam wojskowy dyktator swoje przemówienie z 13 XII 1981 zaczął zresztą również w usprawiedliwiającym tonie. Zamiast wprost mówić o obronie oligarchii przed ruchem pracowniczym stwierdził: "Zwracam się dziś do Was jako żołnierz i jako szef rządu polskiego. Zwracam się do Was w sprawach wagi najwyższej. Ojczyzna nasza znalazła się nad przepaścią. Dorobek wielu pokoleń, wzniesiony z popiołów polski dom ulega ruinie. Struktury państwa przestają działać. Gasnącej gospodarce zadawane są codziennie nowe ciosy." Oczywiście ciosy te zadawała nie partyjna oligarchia, ale "roszczeniowi" pracownicy. Ileż daliby dzisiejsi neoliberałowie za człowieka tak radykalnie rozprawiającego sie ze związkami zawodowymi. Teza o zagrożeniu państwa, które oczywiście było tożsame z aparatem PZPR stała się osią linii obrony członków Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, która przejęła dyktatorską władzę po 13 grudnia 1981. Już po przemianach politycznych do licznych argumentów doszło jeszcze rzekome zagrożenie interwencją wojsk radzieckich. Stan wojenny miał wiec być już nawet nie "obroną socjalizmu" ale czynempatriotycznym i to mającym pokrzyżować szyki odwiecznemu wrogowi. Nawet retoryka przestaje być wiec lewicowa, a staje się narodowa, żeby nie powiedzieć nacjonalistyczna. W dziwny sposób podobnie tłumaczą się wojskowi dyktatorzy z Ameryki Południowej i Środkowej. Generał Augusto Pinochet i jego zwolennicy lansują tezę że obalenie demokratycznych władz było konieczne wobec komunistycznych planów agresji. Co najmniej trzy tysiące ludzi musiało zginąć a kilkadziesiąt tysięcy zostać aresztowanych i torturowanych właśnie w imię "patriotyzmu" i "interesu narodowego". Argentyńscy generałowie którzy wymordowali kilkanaście tysięcy osób tłumaczą się dziś dokładnie tak samo. Historycznie natomiast generał Franco dokonał w Hiszpanii wojskowej rewolty aby zwalczać "bolszewizm". Wedle logiki obrońców Jaruzelskiego wszystkie te antypatyczne postaci należałoby uznać za równie tragiczne i chcące dobrze dla swoich krajów. Dla lewicowca, do jakiej tradycji by się nie odwoływał, będą to jednak jedynie mordercy w mundurach, broniący przywilejów elit.

Niektórzy zapewne oburzają się na to porównanie. Stan wojenny był przecież o wiele mniej krwawy od wspomnianych wojskowych zamachów stanu. Oznacza to jednak tylko to że opór ruchu robotniczego i społeczeństwa został o wiele szybciej złamany, a strona domagająca się zmian nie była przygotowana na żadną konfrontację zbrojną. Pamiętajmy jednak że w kopalni "Wujek" zginęło nie dziewięciu agentów CIA tylko górników walczących o lepsze warunki pracy i prawo do organizowania się. Sam fakt że z różnych przyczyn podczas stanu wojennego zginęło kilkaset osób (włączając w to ofiary chorób, którym nie można było udzielić pomocy, ofiary wypadków z udziałem sprzętu wojskowego itp.) pozwala zaklasyfikować go jako zbrodnię. Należy zgodzić sie z opinia historyka Normana Daviesa, że był on po prostu "najdoskonalszym zamachem wojskowym w historii nowożytnej Europy". Jeśli zaczniemy wartościować to wydarzenie ze względu na brak dużej liczby ofiar to jednocześnie zaprzeczamy ideom lewicy. Już zabicie czy zranienie przez policję jednego protestującego pracownika to powód do oburzenia i domagania się postawienia winnych przed sądem. Teoria "mniejszego zła" bardziej pasuje do konserwatystów czy narodowców gotowych poświęcać ludzi w imie spokoju społecznego czy patriotyzmu.

"Biedny generał"

Stosunkowo najbardziej zrozumiałą linią obrony generała jest mówienie o nim jako o biednym starszym człowieku, który nie wiadomo dlaczego jest wciąż męczony i oskarżany zamiast żyć w spokoju na emeryturze. Takimi motywami zdają się kierować członkowie Społecznego Komitetu Obrony Dobrego Imienia, Czci i Honoru Generała Wojciecha Jaruzelskiego. Wśród nich znalazła się miedzy innymi uznająca się za lewicową humanistkę prof. Maria Szyszkowska. Komitet domagał się swego czasu "zaprzestania oszczerczej kampanii propagandowej wymierzonej w gen. Wojciecha Jaruzelskiego, umorzenia toczących się wobec niego postępowań karnych oraz docenienia dorobku społecznego, gospodarczego i kulturalnego Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej." Motywację "humanistyczną" można przypisać dobrodusznej i pokojowej naturze osób takich jak prof. Szyszkowska. Pochylają sie nad "prześladowanym" w imię solidarności międzyludzkiej. W końcu skoro bronią atakowanych przez prawicę grup społecznych czy mniejszości seksualnych, to czemu nie spokojnego starszego pana, który usunął się z polityki.

Pojawia się jeden problem -- w takim zachowaniu nie ma żadnego humanizmu. Przyznając że podeszły wiek jest czynnikiem rozgrzeszającym, to czemu lewica domaga się osądzenia zbrodniarzy takich jak Pinochet, wojskowi z Argentyny, Salwadoru czy Gwatemali? Przestępstwo pozostaje przestępstwem, zwłaszcza w sytuacji gdy osądzić je można dopiero gdy dana osoba straci władzę. Ten miły pan kiedy wydawał rozkaz wiedział że może się to skończyć masakrą i to masakrą ludzi pracy, którzy byli podobno otoczeni troską PRL. Wówczas posiadana władza dawała mu bezkarność. Rodziny zabitych, ranni czy pobici nie mogli liczyć na sprawiedliwość. Przeciwnie stawali się ofiarami dalszych szykan. Dziś nie chodzi o to aby generała Jaruzelskiego zamknąć w więzieniu czy nawet zdegradować. Ważny jest chociażby symboliczny wyrok skazujący stanowiący rozliczenie z wojskowym zamachem stanu. Właśnie tego wymaga humanizm i szacunek dla ludzi którzy zginęli walcząc między innymi o wolne związki zawodowe.

Czas wreszcie skończyć z szopką pod nazwą "obrona generała". Lewica ma większe prawo atakowania stanu wojennego niż czyniący to w ramach oficjalnej państwowej propagandy konserwatyści czy narodowcy. Skoro oburzamy się czytając o zbrodniach dokonanych w Ameryce Południowej przez reżimy podległe Stanom Zjednoczonym, dlaczego mamy zachowywać bierność wobec tego co stało się 25 lat temu w Polsce, gdzie zamachu dokonał wojskowy reżim działający w ramach "bloku wschodniego". Pamiętajmy słowa "Czerwonego Sztandaru" - "Nadejdzie jednak dzień zapłaty/ Sędziami wówczas będziem my."

Piotr Ciszewski
Źródło: http://www.lewica.pl/index.php?id=12418

Wydarzenia

  • No upcoming events available

Dołącz do nas!




Newsletter

Aby dostawać informacje o akcjach i wydarzeniach, zapisz się do naszego newslettera:

Subskrybuje zawartość

Czytelnia

pt., 10/29/2010 - 23:19
pon., 11/08/2010 - 01:12
pon., 11/08/2010 - 01:14
pt., 10/15/2010 - 14:14
pt., 10/29/2010 - 23:19
pt., 10/29/2010 - 23:16

Ankieta

Jak ci się podoba nasza nowa strona?:

Polecamy


Anarchizm

Logowanie

Cytaty

Anarchizm nie oznacza braku instytucji w ogóle, lecz tych, które zmuszają ludzi do podporządkowania się przemocy. - Lew Tołstoj

Fotogaleria